Porządnie, poprawnie i widowiskowo, ale bez fantazji, głębszego zrozumienia i polotu. Wielka miłość przytłoczona przez kostiumy i historyczny sztafaż ledwo w filmie "Tristan i Izolda" piska. Ta anemiczna miłość w pełnokrwistym widowisku przypomina ekranizację obowiązkowej lektury szkolnej zrobioną zgodnie z wytycznymi ministerstwa edukacji.
Dzieje Tristana i Izoldy związanych uczuciem sięgającym poza grób. Opowieść o
miłości i śmierci, wolności i przeznaczeniu.
Król Kornwalii Marek wysyła do
Irlandii swego siostrzeńca Tristana po złotowłosą Izoldę, którą chce pojąć za
żonę. Podczas podróży morskiej służebnica odnajduje przypadkowo napój miłosny
przygotowany przez matkę Izoldy dla niej i króla Marka. Nieświadoma fatalnych
skutków podaje go spragnionym Izoldzie i Tristanowi. Przemożne uczucie wiąże
odtąd na wieki królową i młodego wasala, stając się przyczyną ich dramatycznych
losów.
Rycerskiego Tristana gnębi poczucie zdrady wobec monarchy, Izolda
cierpi jako niewierna żona. Moc namiętności łamie jednak wszelkie przeszkody i
zobowiązania. Tristan usiłuje wprawdzie walczyć z samym sobą - opuszcza
ukochaną, żeni się z inną - lecz w końcu powraca do miłości swego życia. Jest
bohaterem niezwykle skomplikowanym psychicznie, obdarzonym inteligencją i
wrażliwością, szamotającym się pomiędzy poczuciem honoru i obowiązku moralnego a
ślepą namiętnością.
Dzieje Tristana i Izoldy są opowieścią o nierozerwalnym
splocie miłości i śmierci, radości i żałoby, wolności i przeznaczenia (fatum).
Liryczne sceny miłosne i tragizm dwojga młodych kochanków związanych uczuciem
sięgającym poza grób czynią z poematu o Tristanie i Izoldzie jeden z najbardziej
przejmujących utworów literatury powszechnej.
Po upadku Rzymu, tryumfujący
wodzowie Anglii zostali w brutalny sposób skarceni przez armię irlandzkiego
króla Donnchadha. Jeden z nich, noszący imię Marke (Rufus Sewell) podejmuje
próbę zjednoczenia zwaśnionych plemion Anglii, by stworzyć z nich jednolity
naród, którym mógłby niepodzielnie władać. Najznamienitszym rycerzem tych czasów
jest Tristan (James Franco/"Spider-Man 1-2"), którego władyka wychowywał od
czasów, gdy podczas walk z Irlandczykami – w których zginęła także rodzina Marke
- został sierotą. Mając Tristana po swojej stronie, Marke wierzy w powodzenie
swojego planu zjednoczenia plemion i wygnania irlandzkich uzurpatorów z
ojczystej ziemi. Niestety serce Tristana kryje przerażającą tajemnicę.
Ranny, i pozostawiony na pewną śmierć na polu bitwy, trafia pod opiekę
Izoldy (Sophie Myles/"Underworld"), tajemniczej irlandzkiej piękności, która
ukryła go przed żołnierzami swojego ojca, króla Donnchadha i kurowała ciężkie
rany. Niestety gorąca namiętność, jaka połączyła oboje, zakończyła się tak
nagle, jak się rozpoczęła, gdy Tristan musiał uciekać do Anglii, nie wiedząc
nawet, czy kiedykolwiek jeszcze będzie mu dane ujrzeć twarz ukochanej.
Król
Donnchadh tymczasem nie ustaje w staraniach, by ponownie wtrącić angielskie
plemiona w chaos nieustannych waśni. Ogłasza zatem, iż odda swoją córkę w
nagrodę temu, kto zwycięży w wielkim turnieju, w którym udział wziąć mogą
najznamienitsi rycerze Anglii. Tristan staje do walki i zdobywa rękę księżniczki
dla swojego pana, Marke`a, by jego marzenie o połączeniu wszystkich ludów Anglii
w jeden naród stało się wreszcie faktem.
Jakież jest jednak jego
przerażenie, gdy odkrywa, że kobieta, którą wygrał dla swojego władcy, którą
Marke ma poślubić, to jego irlandzka zbawicielka. Co więcej, Tristan zdaje sobie
sprawę iż Marke to jedyny godny tego tytułu władca Anglii, i człowiek, bez
pomocy którego, nigdy nie stałby się rycerzem.
Rozdzieleni, najpierw przez
wojnę pomiędzy swoimi krajami, teraz przez względy lojalności wobec władcy i
ojczyzny, Tristan i Izolda muszą zapomnieć o swoich uczuciach w imię pokoju i
przyszłości Anglii. Ale im bardziej tłumią tę miłość, tym bardziej jej ogień
rozpala ich serca. Pomimo rozpaczliwych prób zapomnienia o tej miłości, Tristan
i Izolda zdają się nieuchronnie zmierzać ku sobie i za cenę utraty wszystkiego,
choć na jeden moment paść sobie w ramiona (na zdjęciu Franco i Myles w kadrze z filmu).
"Tristan i Izolda" jest
poruszającą opowieścią o miłości i stracie, legendzie i przeznaczeniu, opartą na
ponadczasowym celtyckim micie o przeklętej miłości. Producentami filmu są Ridley
Scott ("Królestwo niebieskie", "Gladiator"), Tony Scott ("Top Gun"), Jim Lemley
("Byliśmy żołnierzami") i Frank Hubner ("Jeździec wielorybów"). Obraz
wyreżyserował Kevin Reynolds ("Robin Hood: Książę złodziei", "Rapa Nui", "Hrabia
Monte Christo") a scenariusz napisał Dean Georgaris ("Kandydat"). Kreatywnej
ekipie filmowców przewodzili: autor zdjęć Arthur Reinhart, kierownik produkcji
Mark Geraghty, montażysta Peter Boyle oraz twórca kostiumów Maurizio Millenotti.
Muzykę skomponowała Anne Dudley.
"Tristan i Izolda" to średniowieczna
legenda celtycka, która powstała w czasach będących dla nas wielką niewiadomą a
wydarzenia w niej zawarte rozgrywają się gdzieś pomiędzy upadkiem Imperium
Rzymskiego a renesansem. To tragiczna opowieść o zakazanej miłości pomiędzy
mężczyzną i kobietą. Legenda wcześniejsza, niż mit o Arturze i Ginewrze z
Camelotu czy prześwietna sztuka Szekspira "Romeo i Julia".
- Byłem pod
wielkim wrażeniem tragicznej natury tej miłości - komentuje Ridley Scott -
To opowieść tak uniwersalna pod względem dramatycznym i emocjonalnym, że
można ją przenieść w każde czasy.
Opowieść ta rozgrywa się w czasach,
gdy podzielone plemiona angielskie walczą między sobą o bezpańskie terytoria
pozostałe po upadku Rzymu. Zagłada imperium przyniosła koniec wszelkim
strukturom cywilizacyjnym a tak powstały chaos wykorzystali Anglowie, Sasi i
Jutowie napadając na Brytanię od wschodu, podczas gdy siły irlandzkiego króla
Donnchadha (David Patrick O`Hara/"Waleczne serce") wkroczyły ze znajdującej się
na zachodzie Kornwalii.
Reżyser Kevin Reynolds zdawał sobie doskonale
sprawę, że nakręcenie tak obrazowych i realistycznych scen batalistycznych,
jakie miał w swoich wizjach, będzie nastręczało wielu trudności. Dlatego też
postanowił zwrócić się do najlepszych koordynatorów i choreografów walk
znających doskonale zwłaszcza realia tej epoki.
- W tym filmie nie ma
wielkich państw - zauważa Reynolds - W tamtych czasach w ogóle nie było
za wiele wielkich państw posiadających armie. Dlatego też walczono w nieco inny
sposób, niż to sobie wyobrażamy. To były raczej ciągi bardzo zawziętych
pojedynków.
Reynolds wybrał na stanowisko koordynatora walk Nicka
Powella, który pomógł stworzyć wielkie sceny batalistyczne w "Walecznym sercu",
"Gladiatorze" i "Ostatnim samuraju".
- Jest jedna zasada, której
pozostaje wierny bez względu na rodzaj kręconego filmu, a jest nią autentyzm
odtwarzanych walk - relacjonuje Powell.
Poszukując idealnych
krajobrazów filmowcy spędzili miesiące przeszukując zakątki Rumunii, Francji,
Szkocji i samej Anglii zanim nie zdecydowali się ostatecznie na zachodnie
wybrzeża Irlandii i Republikę Czeską.
- Na swój sposób stworzyliśmy
miejsce, które tak naprawdę nigdy nie istniało - podsumowuje Reynolds -
I dlatego musieliśmy pożenić elementy wybrzeża Irlandii z Czechami, by
stworzyć to wymyślone miejsce.
Aby oddać ducha średniowiecza a
jednocześnie stworzyć film wysmakowany wizualnie, Reynolds zaproponował
operatora Arthura Reinharta, który zwrócił jego uwagę za sprawą polskiego filmu
fabularnego pod tytułem "Jestem".
- Staraliśmy się aby w ramach
istniejących możliwości stworzyć coś naprawdę porywającego - wyjaśnia
Reynolds - Chcieliśmy aby ten film wyglądał inaczej i Arthur tego
dokonał.
Dla Reinharta "Tristan i Izolda" jest debiutem operatorskim na
rynku anglojęzycznym (wcześniej pracował w brytyjskiej telewizji robiąc zdjęcia
do mini serialu "Dzieci Diuny").
- Kiedy po raz pierwszy spotkałem
Kevina, zgodziliśmy się co do jednego: ten film będzie mroczny, nasycony
szarościami i barwą srebra - mówi Reinhart - Chcieliśmy, by film
bogactwem wizualnym pasował do głębi emocjonalnej bohaterów, chcieliśmy też aby
film przepełniał klimat odpowiadający mrocznym wiekom, jak czasami jest nazywane
średniowiecze.
- Najnowszy obraz Kevina Reynoldsa na podstawie (?) słynnego
rycerskiego eposu Josepha Bediera, to abstrakcyjna i pozbawiona magii,
klasyczna opowieść o niemożliwej do spełnienia miłości - recenzent FILM.pl Kamil Witek nie ukrywa swojego rozczarowania "Tristanem i Izoldą" - (...) Jeżeli jeszcze "odmitycznienie" legendy zdało egzamin w "Troi"
Petersena, to w "Tristanie i..." brak mistyki spłyca ją do postaci
taniej opowiastki. Tak odarta z korzeni historia, gdzie o tragizmie
uczucia miedzy Tristanem a Izoldą nie decyduje miłosny napój a zwykły
przypadek, odbiera mitowi co najmniej połowę jego wartości. (...) Wizja mitu wg Reynoldsa to mdłe romansidło, pozbawione ikry tak
niezbędnej romansowi wszechczasów. Reżyser rezygnuje z bedierowskiego
porzucenia przez kochanków bogactw i przywilejów oraz życiu na wygnaniu
w imię spełnionej miłości, w zamian za to proponując niezobowiązujące
seksualne schadzki obojga, w których to, przy pełni księżyca,
dostarczają sobie erotycznych wrażeń. (...) "Tristan i Izolda" nie wywołuje u widza żadnych emocji, poza
podenerwowaniem wynikającym z nieokiełznanej prostoty i wtórności
obrazu.
|