Z tytułem „Chaos” można
było zrobić naprawdę wiele. Chociażby ambitnie przeprowadzić
dialog z Gombrowiczowskim „Kosmosem”, przeciwieństwem chaosu:
przy tym zabawić się narracją, postaciami i zdarzeniami. Albo
inaczej wykorzystać tytuł; w postmodernistycznej modzie zrobić
film całkowicie rozsypany, pocięty na małe kawałki, pozornie
tylko niedające się ułożyć, przez swą alogiczność włączające
widza do akcji. Co z tym wszystkim zrobił Żuławski? Nic.
Owszem, Nic też może być figurą
Chaosu, tylko dlaczego opowiadanie Niczego musi trwać aż dwie
godziny, a zrobienie Niczego prawie pięć lat. Zaczyna się zupełnie
jak w „Modzie na sukces” od okrzyków „My się kochamy.
Nic na to nie poradzisz”, z tym że w „Modzie” aktorzy
wypowiadający te banalne kwestie wypadają przekonująco, u
Żuławskiego nie. Na początku mamy więc już problem z fabułą, z
aktorami, i nic nie jest w stanie uratować honoru „Chaosu”, by
naprawdę można go było nazwać filmem. Historia trzech braci, z
których każdy radzi sobie we współczesnym świecie
(chaotycznym) na własny sposób jest tak nudna, że trudno
zrozumieć upór młodego reżysera do skończenia tego filmu.
Jest tu i wykształcony prawnik, i dresiarz, i
alterglobalista-anarchista w jednym. Każdy z nich stara się żyć,
ale przecież szczytujący kapitalizm, wszystkim utrudnia działanie.
Stąd liczne w filmie protesty na ulicach, gromkie okrzyki przeciwko
globalistom i kapitalistom. Ale z „Chaosu” płynie następujący
komunikat: to, że X ma romans ze swoją szefową, jest winą świata;
to że Y musi być gangsterem, a jego dziewczyna prostytutką, to też
wina świata; a to, że Z rozbija samochód na drzewie to nic
innego, jak skutek określonego kształtu świata.
Wszystko to okraszone jest krzyczącą
muzyką, typową dla punków, i nie miałbym nic przeciwko
niej, gdyby nie była prawie ścieżką dźwiękową filmu. Ale za
tym też pewnie stoi kapitalizm.
Usłyszałem z ekranu oskarżenie
świata, wypowiedziane jednak głosem drżącym, nieprzekonującym i
przesadnie nachalnym. Rzucanie w widza informacjami, które zna
bardzo dobrze, od których czasami stara się uciec nie wypada
dobrze. Zapewne chciał zrobić Żuławski film niezwykle
zaangażowany, wyszło coś strasznego: mieszanka polityki,
obyczajowości, romansu. Cokolwiek chciałby teraz powiedzieć mi
reżyser, po prostu nie uwierzę.
Micha? Go??biewski