Narnia się zmieniła. Familijna produkcja fantasy "Opowieści z Narnii: Książę Kaspian" (The Chronicles of Narnia: Prince Caspian) wygląda na zupełnie inny film niż "Lew, Czarownica i stara szafa". Jest poważniejsza w dosłowny sposób. W pierwszym obrazie mieliśmy do czynienia z zupełnie nowym światem, z wiosną, odrodzeniem, wszystko było wesołe i pełne barw. Drugi jest mroczniejszy, ma więcej akcji i koncentruje się na księciu Kaspianie. Mam wrażenie, że to bardziej film dla chłopców. Oczywiście nadal jest w nim mnóstwo liryzmu znanego z części pierwszej, jednak jest też bardziej epicki.
Baśniowy "Książę Kaspian" kontynuuje losy bohaterów "Opowieści z Narnii: Lwa, Czarownicy i starej szafy". W drugiej części słynnego cyklu zrealizowanego według książek Clive`a Staplesa Lewisa - Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja spieszą na pomoc prawowitemu władcy Narnii, księciu Kaspianowi, który toczy śmiertelny bój o prawo do tronu.
Kolejna Narnia ma w sobie tę samą magię i humor, co "Lew, Czarownica i stara szafa". Film zrobiony jest z równie wielkim rozmachem. Pojawia się w nim wiele nowych postaci i aktorów na czele z Ben`em Barnesem - młodym Brytyjczykiem, który wciela się w tytułowego księcia Kaspiana.

W przeciwieństwie jednak do pierwszej części, "Książę Kaspian" pokazuje bardziej mroczną stronę Narnii. Kraina znajduje się bowiem pod władaniem brutalnego wuja Kaspiana – króla Miraza, a delikatne stworzenia zamieszkujące świat zmuszone zostają do życia w ukryciu.
Całą opowieść spowija wojenna atmosfera, nawet po powrocie odważnych karłów i gadatliwych gryzoni. Lew Aslan również się w końcu pojawia i przemawia spokojnym głosem Liam`a Neesona.
"Książę Kaspian" jest bardziej ponury niż "Lew, czarownica i stara szafa", zarówno wizualnie, jak i pod względem atmosfery. Przedstawione w nim pełne przemocy (choć unikające epatowania krwią) sceny walki oraz ścielący się gęsto trup mogą niepokoić najmniejszych widzów, ale starsze dzieci powinny dać się wciągnąć w pokrętną polityczną intrygę.
Głównym motorem dramatu jest zły wujek Kaspiana, Miraz, grany w cudownie odrażający sposób przez wielkiego aktora włoskiego, Sergio Castellitto. Miraz to klasyczny królewski uzurpator, który odebrał tron ojcu Kaspiana, prawowitemu królowi, i który chce go przekazać swojemu nowonarodzonemu synowi, kiedy tylko uda mu się pozbyć się Kaspiana.

Część zdjęć do "Księcia Kaspiana" nakręcono w Polsce - w Karkonoszach przy Wodospadzie Kamieńczyka w Szklarskiej Porębie oraz w Górach Stołowych. By obniżyć koszty, baza produkcyjna została ulokowana w Anglii (Pinewood Studios), m.in. ze względu na ulgi podatkowe. Zdjęcia rozpoczęto w Auckland (Nowa Zelandia), następnie przeniesiono się do Europy (Irlandia, Wielka Brytania) i tu zrealizowano większość kluczowych scen.
Doskonałe plany filmowe znaleziono przede wszystkim w Europie środkowej, zwłaszcza w Czechach i w Polsce. Ogromną dekorację dziedzińca zamku okrutnego króla Miraza wybudowano w praskim studiu Barrandov. Zaś niezwykle skomplikowaną sekwencję bitwy na moście nakręcono na rzece Socza w Słowenii. Powstała tam gigantyczna replika mostu, wzorowanego na budowlach rzymskich.
Nowa Narnia to film doroślejszy. Adamson zdecydował się na rozwinięcie niektórych wątków. Znalazły się więc w filmie spektakularne sceny walk, nieobecne w napisanej w 1951 roku powieści, a zwłaszcza widowiskowy rajd Kaspiana i Piotra na zamek Miraza. Zuzanna i Łucja miały też o wiele większy udział w scenach akcji niż w pierwszym filmie.
Nie do końca jednak udało się zapobiec monotonii i nudzie. Chociaż Andtrew Adamson i jego współscenarzyści, Christopher Markus i Stephen McFeely (autorzy scenariuszy do filmów "Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa", "życie i śmierć Petera Sellersa"), urozmaicili "Księcia Kaspiana" sporą dawką dowcipnych dialogów, to w wielu momentach film najzwyczajniej dłuży się. W istocie jest to schematyczne kino batalistyczne, w którym główną atrakcję stanowią bitwy. Na tym tle starania Adamsona, by pokazać także rozwój postaci, wypadły blado.
Zniknęła też gdzieś cała chrześcijańskość "Opowieści z Narnii", a została już tylko popkultura. Rodzeństwo Pevensie po przedostaniu się do Narnii w pierwszej części przeżywało tam coś na kształt religijnej inicjacji, doświadczając boskiej obecności ucieleśnianej przez lwa Aslana. W drugiej odsłonie religijna symbolika, choć nadal obecna, jest bardziej zawoalowana. Liczy się opowieść o dojrzewaniu głównych bohaterów w atmosferze politycznych intrygi i bitewnego zgiełku.
Cykl, który miał być wyjątkowy ze względu na chrześcijańskie odniesienia i symbolikę, z ewangelicznej lekcji dla najmłodszych zmienia się w konwencjonalną bajkę. Równoważąc jednak przesłanie C.S. Lewisa motywami zaczerpniętymi z greckiej mitologii, renesansowych dramatów, a nawet antycznych tragedii, filmowcy stworzyli historię uniwersalną, idealnie skrojoną na potrzeby współczesnych nastolatków.
Sukces pierwszej części "Narnii" sprawił, że spadkobiercy C.S. Lewisa nabrali do Adamsona zaufania i pozwolili mu dalece zmodyfikować literacki pierwowzór. Z książki wypadły więc rozdziały składające się głównie z długich dialogów o dawnych dziejach i zastąpiły je sceny akcji, których w książce w ogóle nie ma - jak sekwencja ataku baśniowej armii na zamczysko.
Znowu, tak jak w poprzedniej części, Adamson pokazuje swój talent do wyszukiwania przepięknych pejzaży, istniejących w rzeczywistości, ale wyglądających jak baśniowe krainy. To jest po prostu efektowne kino familijne, zrealizowane z rzemieślniczą precyzją.
Michał Korpalski & Max