POSEJDON
Długo oczekiwana premiera wysokobudżetowego filmu
katastroficznego w reżyserii Niemca, Wolfganga Petersena, jest
wydarzeniem roku. Twórca, znany z takich hitów, jak
Gniew oceanu, Troja, a przede wszystkim z rodzimego
Okrętu,
spełnił oczekiwania miłośników gatunku serwując swoim aktorom
wielogodzinne kąpiele, a widzom prawdziwie oryginalną historię ze
zdumiewającymi efektami specjalnymi. Film jest remakiem
Tragedii Posejdona
z 1972 roku, w której z żywiołem zmagał się Red Buttons. Jak to bywa z
kopiowaniem, nowa wersja zazwyczaj jest goprsza jakościowo.
Przypomnijmy, niezależnie od gatunku, młodzieżową
Mgłę z Tomem Wellingiem, czy
Różową Panterę
odświeżoną przez Steve'a Martina. Tym razem złamano zasadę. Petersen
mając doświadczenie w pracy z wodą, odniósł sukces, zarówno kasowy, jak
i artystyczny.
Wolfgang Petersen zadbał o najmniejszy szczegół, a by mieć
czyste sumienie, postawił nacisk na fabułę, nie zaś na stronę
techniczną, która wprawdzie zapiera dech w piersi. Gwiazdą filmu jest
Kurt Russell, hollywoodzki weteran, który ostatnio zgarnia coraz to
smakowitsze role wymagające sporej dawki talentu. Jeszcze nie tak dawno
temu, jako brudny glina Eldon Perry, zabłysnął w korytarzu wiodącym
starszy i wyczerpany już rocznik do pokoiku zwanego "przeszłością".
Snake Plisske podźwignął się jednak z kolan udowadniając niewiarkom, że
emeryci też potrafią.
Policja w reżyserii Rona Sheltona przywróciła mu dawne światło. Niespodziewane wejście, po wielu mniej ambitnych występach (
3000 mil do Graceland, Sky High), niepewne oczekiwanie co do spełnienia obowiązków aktorskich, i wreszcie słowa pochwały z ust fanów.
Obok Kurta reżyser skompletował mniej znaną obsadę... nie rzucającą się zbytnio w oczy. Zobaczymy Kevina Dillona (
The Doors), Josha Lucasa (
Niedokończone życie, Niewidzialny), małego Jimmy'ego Bennetta (
Firewall,
Osaczony, Amityville)
oraz Richarda Dreyfussa. Tego ostatniego nie trzeba chyba przedstawiać.
W filmie nacisk położony jest, jak wspomniałem, na sposób opowiedzenia
historii, a raczej dramatu, ludzi uwiązionych wewnątrz statku
wywróconego do góry dnem. Morski żywioł, który swoimi falami, niczym
ośmiornica mackami, skazał pasażerów na bezsensowną próbę ocalenia
życia. Jak wydostać się z pudełka, gdy brak jest jakiegokolwiek
wyjścia, a poza nim szaleje siła wyższa? Na co człowiek jest gotowy,
gdy nie widzi przed sobą wybawienia, a jedynie zatracenie? W chwilach
zagrożenia przyjmujemy jedną z dwóch możliwych postaw. Możemy się
poddać; zwiesić głowę, czekać na nieuniknione. Bo "czyż mrówka rzucona
na szyny może walczyć z pociągiem nadchodzącym w pędzie?" (Koniec wieku
XIX, K. P. Tetmajer). Drugie wyjście to depseracka walka o przetrwanie,
której rezultatu choć nie znamy, jest naszą ostatnią szansą. Szansą na
pokonanie przeznaczenia. I tu trafiła kosa na kamień. Czy woda złamie
Kurta Russella?
Najnowsza produkcja z kuźni Warner Bros kierowana jest do
miłośników kina katastroficznego, a także do tych, dla których liczy
się porządnie opowiedziana historia pełna dramatyzmu i niepewności.
Film stawia wiele pytań, na które odpowiedzi nie są łatwe. Należy je
szukać w głębi nas. Petersen zatroszczył się o to, by czas spędzony w
kinie nie był stracony. Podobnie jak literackie bajki Ignacego
Krasickeigo (Przyjaciele, Mądry i głupi), tak
Posejdon jest czystą rozrywką, ale i nauką z człowieczeństwa. Uważaj, nadchodzi fala!